Szmaragdowe niebo, rubinowe słońce
i chmury szczczerozłote jasno się mieniące
Szafirowe morze, pustynie z platyny
wszystko to mniej znaczy niż 2 akwamaryny
Otarł smutny Bóg swe Niebieskie oczy
zapłakał łagodnie nad kałużą marzeń
wśród niepogody zdarzeń wylał morze łez
kryształową bryzą wzburzył ziemskie fale
Otarł smutny ktoś swe samotne oczy
Wilgotne powieki uchylił bezradnie
i w chwili słabości gdy spojrzał na świat
w wir masy powietrza rzucił się bezwładnie
Na peronie życia w czerwonych pantofelkach
czekała na ekspress panna klasy pierwszej
liczyła pośpiesznie kolejne wagony
stojąc w sukience powabnej i zwiewnej
I kiedy nadjechał pociąg właściwy
Z miejscem dla niej zarezerwowanym
Zmęczona tym ciągłym i nudnym liczeniem
Pomyliła przedział
Spacerując wśród wiatru myśli spadających
Dojrzałam w kałuży banknot gorejący
Władysław zeń do mnie dumnie się szczerzył
Orzeł z wyższością bystrym okiem mierzył
Gdy władca już myślał zasiąść w portfelu
Tuż obok Mieszka i Bolesława
Stare przysłowie mi przyszło do głowy:
Że to nie pieniądze a dobra sława
szczęście daje
Chwyciłam więc w dłoń dwa ostrza błyszczące
Posłałam królowi ostatnie spojrzenie
I zaraz zaczęłam mu głowę rąbać
W kształt czterech serc ciąć jego westchnienie
Teraz wśród panów zasiada koniczyna
Papierowa, cenna, szczęśliwa dziewczyna
Siedząc na kamieniu wśród porannej rosy
Myślała dzierlatka jakie są jej losy
Dlaczego ma sylwetkę tak krępą i szarą
A szczecinę na głowie wiecznie rozczochraną
Dlaczego jej głos tak mało oryginalny
A miejsce w którym żyje to teren ruderalny
Z jakiego powodu je chwasty i owady
I czemu tak właściwie ma prawie same wady
Czemu jak koronnik pióropusza nie ma
Nóg długich jak flamingi, barwnego upierzenia
Dlaczego jak słowiki zaśpiewać nie umie
ani jak orzeł - tak dumnie nie frunie
I doszła do wniosku - słusznego jedynego
Że w niej się też ukrywa coś unikalnego
I choć nie każdy to pewnie zauważy
To ona to wie. Więc z uśmiechem na twarzy
odfrunęła
-
ŁukaszM:
Pokaż wszystkie (1) ›